Kategorie
artykuły

Wielkanoc dla początkujących

Świętować tzn. brać udział w uroczystościach, które upamiętniają jakieś zdarzenie, święto.

Zwykle świętujemy rocznice, ale również ważne dni. Charakter świętowania może być podniosły, poważny lub radosny.

Dlaczego świętujemy Wielkanoc? Dlaczego jest to radosne świętowanie czyjejś śmierci?

Żeby to zrozumieć musimy cofnąć się w czasie o 2000 lat. Przyjrzyjmy się wydarzeniom, które wtedy miały miejsce w Jerozolimie.

Oto zatłoczonymi, wąskimi ulicami idzie niezwykły pochód: skrwawiony, ciężko oddychający człowiek w cierniowym wianku na głowie, przed nim krzepki mężczyzna niesie na ramionach belkę, prowadzą ich rzymscy żołnierze. Niektórzy ludzie przyglądają im się z zaciekawieniem, inni z przejęciem a jeszcze inni obojętnie oswojeni już z widokiem ludzi prowadzonych na ukrzyżowanie. Pochód mija bramę. Wyroki śmierci wykonywano poza murami miasta. Krzyże stały przy drodze tak, aby przechodnie widzieli konających (czasem wiele dni) ludzi. To miało być ostrzeżenie dla innych, że nie warto zadzierać z rzymskim okupantem. Ten rodzaj kary śmierci był „zarezerwowany” tylko dla obywateli podbitych narodów. To była zbyt okrutna kara dla Rzymianina.

Tego dnia ukrzyżowano trzy osoby. To był piątek. Mieszkańcy Jerozolimy byli pochłonięci przygotowaniami do Paschy. Do miasta przybył też wielu pielgrzymów, którzy chcieli tutaj świętować wyprowadzenie Żydów z niewoli egipskiej.

Nagle około południa zrobiło się ciemno. Zaćmienie słońca było niezwykłym zjawiskiem. Może niektórzy poczuli lekki lęk. Zaćmienie utrzymywało się przez ok 3 godz.  W tym czasie zmarł jeden ze skazańców. Zmarł dość szybko jak na ukrzyżowanego człowieka. Prawdopodobnie dlatego, że stracił wiele krwi w czasie biczowania.

Pozostałym dwóm połamano nogi, aby przyspieszyć ich śmierć. Żydzi mieli umowę z Rzymianami, że w czasie święta krzyże są puste. Nikt na nich nie wisi konając.

Więc przed wieczorem krzyże były puste. Ciało człowieka, który zmarł jako pierwszy zostało zabrane przez Józefa z Arymatei – jednego z zamożnych dostojników i złożone w świeżo wykutym w skale grobie. Po złożeniu w nim zwłok, grób został zabezpieczony w zagadkowy sposób. Wejście zasłonięto ciężkim kamieniem i postawiono przy nim rzymskich strażników.

Pozostałe dwa ciała wrzucono do wspólnego grobu. I już. I po wszystkim.

Tylko pozornie.

Na trzeci dzień po tych wydarzeniach w Jerozolimie wśród kilku grup ludzi zapanowało niezwykłe poruszenie. Zaczęły krążyć plotki o zaginięciu ciała jednego ze skazańców. Tego położonego w zabezpieczonym grobie.

Dlaczego zaginięcie ciała tego konkretnego człowieka wywołało takie poruszenie? Poruszenie, które trwa do dziś. To wydarzenie podzieliło świat. Na jego temat napisano wiele książek. Wielu naukowców z różnych opcji i dziedzin wypowiadało się na ten temat. Imię tego człowieka do dziś wzbudza ogromne kontrowersje. Można go kochać lub nienawidzić, ale nie można przejść obok niego obojętnie.

Aby to zrozumieć musimy odpowiedzieć na pytanie: Kim jest Jezus?

Jego postać wzbudzała kontrowersję w czasach, w których żył. Kochali Go i podążali za Nim zwykli ludzie (rybacy, celnicy, prostytutki, bogaci i biedni, urzędnicy królewscy i pasterze). Nienawidzili Go religijni przywódcy i to oni doprowadzili do ukrzyżowania Go.

Jezus, kiedy żył na ziemi, twierdził o sobie, że jest Bogiem. Człowiek, który mówi w ten sposób o sobie jest albo kłamcą albo obłąkany albo rzeczywiście jest Bogiem.

Przeanalizujmy postać Jezusa pod tym kątem.

  1. Kłamał. Oczywiście to jest prawdopodobne. Ale w związku z tym był hipokrytą, bo nakazywał innym uczciwość żyjąc w kłamstwie. Ludzie, którzy podążali za nim doświadczyli realnej moralnej przemiany życia i mieli przede wszystkim pozytywny wpływ na innych ludzi. I ostatecznie, to twierdzenie doprowadził go do śmierci na krzyżu.
    Czy kłamca i hipokryta chciałby umrzeć w ten sposób?
  2. Był obłąkany. Mógł szczerze wierzyć, że jest Bogiem. Peter Kreeft filozof-chrześcijanin twierdzi, że Jezus miał trzy cechy, których brakuje kłamcom i obłąkanym:
    1. Praktyczną mądrość, umiejętność czytania w ludzkich sercach.
    2. Głęboką przekonującą miłość, żarliwe współczucie, zdolność przyciągania do siebie ludzi i sprawiania, że czują się dobrze w jego towarzystwie i wiedzą, że dostąpili przebaczenia.
    3. Umiejętność zaskakiwania, nieprzewidywalność, kreatywność. Jezus rozmawiał z ludźmi w wyważony, spokojny stanowczy sposób. Umiał dostosować, to, co mówił do odbiorcy. Nie zachowywał się kompulsywnie.
      I znów możemy zapytać, czy obłąkany człowiek miałby tak duży moralny wpływ na tak wielu ludzi?
  3. Analiza jego życia, tego, co robił i tego, co mówił, prowadzi do wniosku, że był tym za kogo się podawał. Był Bogiem, który przyszedł na ziemię.
    Jeśli chcemy być intelektualnie uczciwi wobec siebie, to musimy zaakceptować ten fakt.

Jeśli Jezus jest Bogiem, to zmienia wszystko. To w rzeczywistości zmieniło wszystko. Nawet dzisiejsza data przypomina nam o tym, że żył na ziemi, ponieważ liczymy ją od roku Jego narodzin.

Powstaje pytanie: Skoro Jezus jest/był Bogiem, po co przyszedł na ziemię i dał się zabić w tak okrutny sposób?

Jego pojawienie się na ziemi świadczy o tym, że doskonały, czysty, święty Bóg interesuje się człowiekiem i zależy Mu na bliskiej więzi z nim.

Niestety człowiek jest grzeszny i nie jest w stanie żyć tak, aby wypełnić Boże standardy. Boża czystość nie akceptuje żadnego grzechu. Grzeszny człowiek nie może mieć bliskiej więzi z Bogiem, chyba że zapłaci za swój grzech. To trochę przypomina słońce w pobliżu, którego nic nie może się znaleźć, ponieważ się spali.

Człowiek o własnych siłach nigdy nie dosięgnie Boga. Dlatego Bóg musiał zniżyć się do człowieka. Jezus żyjąc na ziemi doświadczył wszystkiego tego, czego doświadczamy my ludzie poza jedną rzeczą. Nigdy nie popełnił grzechu. Cierpiał i umierał na krzyżu niewinnie, za nic, fałszywie oskarżony. To było ważne i potrzebne, ponieważ w ten sposób zapłacił za nasz grzech. I tylko On mógł to zrobić i przeżyć. Jego zmartwychwstanie jest dowodem na to, kim był i że nasz dług wobec Boga został spłacony. I od tego momentu możemy mieć z Nim bliską więź.

Fakt jest taki, że Jezus jest Bogiem. Kiedy akceptujemy tę prawdę, to akceptujemy też cel i konsekwencje Jego przyjścia.

A czy w ogóle dzisiaj w XXI w. warto zawracać sobie tym głowę?

Jezus, który narodził się i umarł 2000 lat temu, zmienił całe moje życie.

Wychowałam się w typowej polskiej rodzinie. Z jednej strony była ona odpowiednio religijna, z drugiej zmagała się z problemem alkoholowym mojego taty. Właśnie z powodu alkoholizmu mojego ojca, byłam zakompleksioną, wycofaną, nieśmiałą i pełną lęków osobą. Wiedziałam, że Bóg istnieje, ale był dla mnie kimś dalekim, kogo można zadowolić dobrymi uczynkami albo zdenerwować złymi. W rodzinie nauczyłam się, że kiedy zachowuję się właściwie, to jestem kochana i akceptowana, a kiedy robię, coś, co nie podoba się rodzicom, to mnie odrzucają. Podobne wyobrażenie miałam o Bogu, więc starałam się robić to, co wiedziałam, że Mu może się podobać, żeby Go zadowolić. Oczywiście średnio mi to wychodziło. W moim domu było mnóstwo napięć i konfliktów, które narastały i narastały a ja marzyłam tylko o tym, żeby się z niego wyrwać i nigdy już do niego nie wrócić. Byłam zdolna i ambitna, więc czekałam tylko na moment, kiedy po maturze rozpocznę studia i opuszczę rodzinne miasto.

Ale wyjazd do Krakowa i studia na Uniwersytecie Jagiellońskim nie przyniosły mi ukojenia. Studiowanie matematyki było trudne i żmudne. I w zasadzie ten nowy rozdział w życiu nie spełnił moich oczekiwań. Pamiętam moment, kiedy czułam się przybita i rozczarowana tą nową rzeczywistością i postanowiłam pójść do kościoła i wylać przed Bogiem swoje serce. I kiedy tak klęczałam i mówiłam Bogu jaka jestem nieszczęśliwa, to czułam się tak jakbym klęczała przed głucho zamkniętymi drzwiami. I pomyślałam wtedy, że jestem na dodatek zbyt grzeszna, żeby Bóg mógł mnie wysłuchać.

Kilka tygodni po tej modlitwie spotkałam dwie studentki z jednej ze wspólnot chrześcijańskich. Opowiedziały mi o tym, po co Jezus przyszedł na ziemię i że pragnie bliskiej więzi ze mną. Aby jej doświadczyć muszę zdecydować, czy chcę, aby On był moim Panem i Zbawicielem, i czy jestem gotowa podporządkować Mu całe życie.

Wtedy w modlitwie z radością powierzyłam Mu swoje życie. Tak bardzo pragnęłam Jego miłości i akceptacji. I nagle poczułam, że te do tego momentu głucho zamknięte drzwi otworzyły się. Bóg wniósł światło, pokój i radość do mojego serca. Jedną z pierwszych zmian, które dokonał, to było położenie mi na sercu mocnego przekonania, że muszę przebaczyć moim rodzicom. Zrobiłam to, choć to nie było łatwe. Oni nie zmienili się. Mój tato nigdy nie przestał pić. To ja się zmieniłam. Nie ma we mnie goryczy, czy poczucia, że jestem nieszczęśliwa, bo jestem DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholików). Pan Bóg dał mi cudownego męża i czwórkę wspaniałych dzieci. Położył mi też na sercu pomoc rodzicom w budowaniu trwałych więzi z dziećmi. Czym właśnie się zajmuję.

Wracając do pytania z początku artykułu. Świętujemy radośnie śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, bo On przemienił nas, nasze serca, nasze życie. I bez Jego śmierci, to w ogóle nie byłoby możliwe.

On chce być blisko każdego człowieka. Każdemu składa propozycję wejścia w bliską intymną więź.

Możesz oczywiście to przyjąć albo odrzucić. Jezus nie narzuca się nikomu.

Jeśli chcesz lepiej poznać Go i to, co o Nim mówi Pismo Św. proponuję ci kurs „Przyjaźń z Bogiem”. Kurs jest bezpłatny. Kurs przechodzi się poprzez korespondencję emailową. W prowadzeniu kursu pomagają moi przyjaciele, mężczyźni prowadzą kurs z mężczyznami a kobiety z kobietami. Zapisy i więcej informacji na stronie:

https://pytaniadoboga.fundacjabiblos.pl/przyjazn-z-bogiem/

Ania Werwińska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *